Patrzyłam na mamę, jak delikatnie
uśmiecha się do pana w garniturze o jasnych włosach i oczach, a on robił to
samo w moim kierunku. Był całkiem miły, bo przywiózł cukierki i gadającą lalkę
o długich blond włosach. Długo ją głaskałam, ponieważ fajnie uciekały pod
palcami w złotych kaskadach. Pomyślałam wtedy, że mama ostatnio kupiła mi
nożyczki, które wycinały falbanki, dlatego chciałam już iść od stołu i pobawić
się w fryzjera, ale ona kazała mi siedzieć razem z nimi.
Często mnie dotykała,
obejmowała i gładziła po głowie opiekuńczym gestem co było miłe, bo nie robiła
tego zbyt wiele, chyba że akurat miała wolny dzień. Widziałam jak tata trzymał
mamę za rękę pod stołem. Okazywali sobie dziś jakoś dużo czułości. Zazwyczaj
miałam ten widok na święta albo gdy tata przynosił do domu piękne kwiaty.
–
Masz fajną brodę. Mój tata ma taką, ale bardzo kuje, jak mnie całuje. Czy twoją
córkę też tak drapie? Masz dzieci? Ja lubię dzieci. Zwłaszcza chłopców, bo oni
nie są tak wredni jak dziewczynki, ale one mają fajne zabawki. Czy…
–
Fabio – powiedziała mama stanowczo – przestań. I nie mów do pana jak do kolegi.
Proszę, zachowuj się.
–
Ale ja tylko… – zaczęłam speszona, gdy ujrzałam jej zagniewany wzrok.
–
Och, panno Kasiu, niech się pani nie denerwuje. To tylko dziecko, jej
zachowanie jest zrozumiałe.
Usłyszałam
jak mama wciągnęła powietrze i mocniej ścisnęła rękę taty, ale na jej twarzy pojawił
się miły uśmiech i jej irytacja wyparowała, jak złość taty, gdy robię kocie
oczy.
–
Może spróbuje pan kurczaka w miodzie. Sama robiłam. Przywiozłam go prosto od
mojej babci ze wsi. Niezwykle zdrowa potrawa.
Podsunęła
go Miłemu Panu, a on przytaknął z uznaniem i nałożył sobie kawałek.
–
Ładny kwiatek – powiedziałam, wyciągając rękę w kierunku złotej ozdoby na jego
ramieniu.
Mama
gwałtownie się wyprostowała, ale na tyle dyskretnie, że tylko tata mógł to
dostrzec.
–
Mówisz o Lilii? – mruknął z pełną buzią Miły Pan. Do twarzy mu z uśmiechem. –
Tak, jest niezwykle piękna. Wykonana z dziewiętnastokaratowego złota. Noszą ją
tylko zasłużeni.
–
Ja też mogę taką mieć? Co muszę zrobić?
–
Fabio – usłyszałam cichy głos mamy. Nie rozumiałam tego, co widziałam w jej
oczach. Delikatnie złapała mnie za rękę.
Jeszcze nie teraz. Nie
tak szybko, kochana.
–
Trzeba być bardzo grzecznym, Fabio. Wtedy dostaniesz swoją Lilię.
Usłyszałam
jak rodzice wypuścili wstrzymane powietrze. Miły Pan uśmiechnął się do nich
promiennie, jednak ręka mamy nie wypuściła mojej dłoni.
–
Fabia jest niezwykle urocza, nieprawdaż? – odezwał się w końcu drugi Pan
Niemowa.
Tata
mruknął jakieś potwierdzenie, ale nie usłyszałam, co to było.
Zaczęło
mi się nudzić, więc machałam nogami i wygięłam szyję, ale kiedy mama nie
zareagowała, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
–
Maaamooo, nuuudziii miii sięęęę – jęknęłam cicho, ale Miły Pan i Pan Niemowa
roześmiali się. Nie wiem czemu. Za to mama posłała im przepraszający uśmiech i
szybko odsunęła swoje krzesło razem z moim.
–
Panowie wybaczą, ale nasza Fabia nie jest przyzwyczajona do siedzenia tak długo
w jednym miejscu. – Po czym zwróciła się do mnie. – Chodź, kochanie. Zaprowadzę
cię na górę.
Wyrwałam
jej rękę, gdy pociągnęła mnie w stronę schodów.
–
Mamo, ale jestem duża. Umiem sama iść do pokoju. – Nie rozumiałam czemu
obchodziła się ze mną jak dzieckiem. Niedługo w końcu miałam skończyć sześć lat.
Ona nie traktuje mnie poważnie.
Wyszłaś mi niezwykle
uroczo, kochanie.
–
Założymy piżamki, skarbie. Nie dyskutuj już, tylko hopsaj na górę. – Miała
spokojny głos. Spodziewałam się, że będzie pogniewana, ale Miły Pan i Pan
Niemowa działają na nią bardzo kojąco.
–
Oj, mamo. Przecież sama zakładam piżamki. Ale mogę jeszcze dać rozkaz mojej misiowej
gwardii, żeby zanieśli jedzenie moim poddanym? Oni głodują, mamusiu! Nie mogę
ich tak zostawić! – Patrzyłam na nią błagalnym wzrokiem, ale dorośli jednak są
głupi. Nic nie rozumieją. Martwią się tylko o siebie. Nikt nie pomyślał o moich
biednych poddanych i o tym, że teraz tyle lalek umrze, bo mama każe mi iść już spać.
Jakie to życie jest niesprawiedliwe!
Wybuchłam
żałosnym płaczem na jej ramieniu, gdy niosła mnie na górę. Przeciwnik wygrał. Mój
lud musi poczekać do rana. Nie będę jutro nic jeść za karę. Będę cierpieć jak
oni.
Będziesz cierpieć
bardziej niż oni, kochana Fabio, cierpliwości, nasza królowo.
Kiedy mama chciała
mnie postawić na ziemię, ja rozpłynęłam się na niej w królewskim gniewie.
Starała się postawić mnie jeszcze kilka razy, ale w końcu się poddała i z ciężkim
westchnieniem położyła mnie na niej. Widziałam jej zmęczoną, zmartwioną twarz,
ale złość jaka zawładnęła moim ciałem, nie pozwoliła mi się poddać, dopóki nie
będę mogła porozmawiać z misiową gwardią.
–
Fabio… – zaczęła delikatnie, co było odmienne od jej srogiego tonu, gdy urządzałam,
jak ona to mówi, sceny. Dlatego powtarzam wszystkim dzieciom, że jestem aktorką
i nawet moja mama tak uważała, bo urządzam je tak niesamowicie, aż ona sama
jest pod wrażeniem.
Skrzyżowałam
ręce na piersi i warknęłam naburmuszona jak na królewnę przystało.
–
Kochanie, proszę, połóż się już do łóżka i nie wychodź z niego. Dzisiaj nie
będziemy czytać Braci Grimm, zrobimy to jutro, dobrze, ale proszę, posłuchaj
mamusi i już nie schodź na dół. Zostań tu. Jak panowie pójdą przyjdę do ciebie,
tak? Ale ty sama nie możesz wychodzić poza te drzwi. – Wskazała na wejście do
mojego różowego pokoju.
–
A mogę się pobawić misiaaamiiii? Prooooszęęę – jęczałam błagalnie, leżąc na
podłodze plackiem jak rozwałkowany naleśnik.
Mama
westchnęła i przeczesała swoje blond loki. Dziwnie wyglądała w nich. Jak nie
mama. Jak księżniczka. Dotknęłam swoich krótkich ciemnych warkoczyków, od
których już bolała mnie głowa i ściągnęłam gumki, jednak ona nic nie powiedziała.
–
Ale dlaczego? Zawsze przed snem bawiłam się jeszcze chwilkę. Naprawdę, nie będę
tego robić długo. Mamusiu, mamusiu, proszę.
Przeturlałam
się na brzuch i patrzyłam na nią wielkimi oczami oraz wygięłam usta w podkówkę,
z czym tata nigdy nie mógł wygrać, jednak z mamą było dużo trudniej.
–
Kochanie, ten jeden jedyny raz zrób to, o co proszę. Wynagrodzę ci to, skarbie,
ale ten ostatni raz nie stawiaj się. Pojedziemy do pani Gosi na trampoliny i
kulki, ale wejdź już do łóżeczka i zamknij oczka. Mamusia niedługo przyjdzie.
Jej
zmęczony i zmartwiony głos był wręcz błagalny. Zrobiło mi się przykro, dlatego
kiwnęłam głową potwierdzająco i wstałam, żeby za chwilę uwiesić się na jej
ramionach. Ona wydawała się przez chwilę zdziwiona, ale zaraz mnie objęła mocno
i zagłębiła głowę w mojej szyi, co mnie bardzo załaskotało i roześmiałam się
głośno. Mama w końcu się uśmiechnęła, a ja odpowiedziałam jej jeszcze szerszym.
W końcu nie była smutna.
Pomogła
mi zdjąć tą obrzydliwą kwiecistą sukienkę, a ja już sama założyłam piżamę z kłapouchym.
Kochałam go najbardziej na świecie! Mama mówiła, że może bym polubiła jakąś
inną postać, bo ta jest bardzo smutna, ale ja właśnie za to go uwielbiałam.
Dlatego miałam już kilka bluzek z moim osiołkiem oraz trzy misie, które co noc
pilnowały mnie w łóżku. Żadne inne nie miały tam wstępu.
Kiedy
wychodziła ucałowała mnie w czoło. Było mi trochę przykro, że tata też nie
przyszedł, ale mama mówiła, że dziś nie może. Rozumiałam to, dlatego, gdy
zniknęła za drzwiami, zamknęłam oczy i chciałam po prostu zasnąć. Jednak było
bardzo ciężko, gdy jakiś czas później słyszałam jak oboje płaczą. Przynajmniej
tym razem żaden z Panów nie krzyczał.



